Informacje umieszczone w
tym serwisie służą wyłącznie do celów informacyjno -
edukacyjnych, a nie do stawiania diagnozy, rozpoznawania
czy sugerowania sposobów traktowania różnych chorób.
Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny a nie
reklamowy.
Celem jest promocja profilaktyki i utrzymanie zdrowia. W
żadnym razie nie może zastąpić diagnozy lekarza. Aby
walczyć z chorobą, należy ją dobrze poznać - tak skutki
choroby wg. wyników badań jak i jej liczne , możliwe
przyczyny, które tkwiły w organizmie wiele dni,
miesięcy, a nawet lat.
Informacje zawarte w tym
serwisie pochodzą z moich wieloletnich doświadczeń i
przekonań oraz pozyskane są od naszych Klubowiczów
stosujących suplementy CaliVita - przedstawiają mój
osobisty pogląd w sprawie - autor tekstów serwisu: mgr
Renata Zarzycka.
Serwis pisany jest
zgodnie z KONSTYTUCJA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ - Tekst
uchwalony w dniu 2 kwietnia 1997 r. przez Zgromadzenie
Narodowe - Rozdział II
WOLNOŚCI, PRAWA I OBOWIĄZKI CZŁOWIEKA I OBYWATELA - Art.
54.
1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich
poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania
informacji.
2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz
koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może
wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na
prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.
W sprawie stosowania naturalnych produktów tzw.
suplementów, zasięgnij konsultacji ze specjalistą dobrze
znającym specyfikę wspomagania leczenia naturalnymi
metodami, zapoznanym ze szczegółami dotyczącymi
naturalnych produktów (tzw. suplementy), a szczególnie
produktów CaliVita i ich zawartości w cenne składniki
oraz co do wprowadzania ich do żywienia, w celu
wzbogacenia codziennej diety. Jeśli nie znasz takich
specjalistów (lekarz z wiedzą z zakresu medycyny
naturalnej, dietetyk, inny) - zapytaj specjalistów w
zakresie suplementów
tutaj >>>
Toksoplazmoza
to choroba wywołana przez organizm zaliczany do protistów
(dawniej zwany pierwotniakiem) - Toxoplasma gondii, należącego do zarodnikowców
(Sporozoa). Toksoplazmozę ma 1/3 Brytyjczyków i 1/2
Amerykanów, a we Francji (lubia surowe mięso) zakażonych jest 8 na 10 osób.
Jest coraz więcej dowodów na to, że toksopazma wpływa na zachowanie
człowieka.
Niektóre sprawiają, że człowiek wystawia się na
ugryzienia komarów. Inne zmieniają ostrożnych w ryzykantów.
Wydawałoby się, że zdrowy psychicznie człowiek potrafi decydować o swoim losie.
A jednak nie. Okazuje się, że wiele rzeczy robimy nie z wolnej woli, lecz
dlatego, że sterują nami mikroskopijne pasożyty. Potrafią dużo więcej, niż dotąd
przypuszczaliśmy. Co ciekawe, hipoteza, że chorobą psychiczną możemy zarazić się
podobnie jak katarem czy anginą, staje się coraz bardziej prawdopodobna.
Duński uczony dr Jacob Koella z University of Aarhus badał
rozprzestrzenianie się malarii – jednej z najgroźniejszych plag współczesnego
świata. Co roku choruje na nią 300–500 mln osób, z czego 90 proc. w Afryce.
Ponad 2 mln, w większości dzieci poniżej pięciu lat, umiera. Chorobę wywołuje
mikroskopijny pasożyt zwany zarodźcem (Plasmodium). Aby przeżyć i wydać
potomstwo, potrzebuje dwóch żywicieli: człowieka i komara. Ludzie pełnią funkcję
inkubatora, w którym powstają kolejne pokolenia pasożyta. W żołądku komara
dochodzi do „zbliżeń płciowych” pierwotniaków, tak więc ich cykl życiowy polega
na wędrówce między ciałem człowieka i żołądkiem komara.
Wydaje się to proste, ale tylko z pozoru. Po pierwsze, zakażony komar może
zostać zabity, zanim zarodźce zdążą w nim dojrzeć do zaatakowania człowieka. Po
drugie, komary jedzą codziennie, podczas gdy płciowe stadia Plasmodium pojawiają
się we krwi człowieka raz na dwa–cztery dni. Na obszarach, gdzie odsetek
zakażonych ludzi i komarów jest wysoki, problem nie istnieje – zawsze znajdzie
się „przewoźnik” z dojrzałymi do inwazji pasożytami oraz „inkubator” z komórkami
płciowymi zarodźca krążącymi we krwi i gotowymi do połączenia, gdy tylko znajdą
się we wnętrzu „przewoźnika”. A co, jeśli o jednych i drugich w okolicy trudno?
Okazuje się, że mikroskopijne pasożyty malarii opracowały skomplikowany system
logistyczny, którego jedynym celem jest zoptymalizowanie procesu przechodzenia z
jednego żywiciela do drugiego bez przestojów i zakażenie jak największej liczby
i jednych, i drugich.
Przed kilkoma laty dr Jacob Koella wykazał, że zarodźce potrafią zmieniać
zachowanie zakażonych nimi samic komara. Gdy znajdą się w ich gruczołach
ślinowych (skąd rozpoczynają inwazję ludzkiego organizmu), sprawiają, że owady
stają się głodniejsze. Aby się nasycić, muszą wyssać znacznie więcej krwi. To
zaś zwiększa prawdopodobieństwo, że ludzka żywa stołówka machnie ręką lub w inny
sposób przepędzi intruza. Niezakażona samica zwykle zadowala się wtedy
„półpełnym” żołądkiem. Zakażona szuka kolejnych ofiar, co znacznie zwiększa
liczbę ludzi, którym w ciągu jednej nocy przekaże zarodźca.
Teraz okazuje się, że pasożyt działa także na zachowania drugiego żywiciela –
człowieka. Jak wynika z pracy Jacoba Koelli opublikowanej w najnowszym numerze „Public
Library of Science”, zakażone dzieci przyciągają znacznie więcej komarów niż
zdrowe. Samice owadów (także te niezakażone) wyraźnie wolą kłuć chorych, we krwi
których krążą płciowe postacie pasożyta. Dzieci chore na malarię, lecz będące
akurat w innych fazach choroby, oraz te, którym podano leki przeciwmalaryczne,
nie były dla komarzyc aż tak pożądanym celem ataku.
Wydaje się zatem, że to Plasmodium wpływa na „atrakcyjność” ofiar. Skład potu,
wydychanego powietrza, a także podwyższona temperatura skóry – to wszystko
świetny wabik na komary. Osoba w malarycznej gorączce jest z jednej strony
łatwym celem, bo zwykle odsłania skórę, by się ochłodzić, i nie zwraca uwagi na
ukąszenia. Z drugiej strony nasilone drgawki towarzyszące atakowi malarii łatwo
płoszą pożywiające się komary, nim te zdążą się nasycić. To zaś każe owadom
szukać kolejnych ofiar. Dzięki tej genialnej, podwójnej strategii zarodziec
malarii może przetrwać nawet tam, gdzie według statystycznych wyliczeń powinien
już dawno wyginąć.
Nie tylko Plasmodium sprytnie steruje naszym zachowaniem. Młode larwy nitkowca
podskórnego (Dracunculus medinensis) muszą wydostać się z człowieka, który jest
ich żywicielem pośrednim, i dostać się do wody, by stamtąd zaatakować kolejne
ofiary. Jak zrobić to najprościej? Podróżują z prądem krwi i usadawiają się w
nodze, najlepiej na łydce lub w okolicach kostki. Stamtąd przebijają się pod
skórę, gdzie tworzą sączący się wrzód. By zyskać nieco ulgi w bólu i osłabić
toczące się w nodze zapalenie, ofiara nitkowca często zadaje sobie wiele trudu,
by znaleźć miejsce, w którym mogłaby się ochłodzić. W tropikalnym klimacie, w
którym atakują nitkowce, źródłem ochłody bywa najczęściej pobliski staw, w
którym ofiara pasożyta moczy nogę. Kontakt z wodą jest dla larw sygnałem do
wypłynięcia.
Jeszcze inaczej działa Toxoplasma gondii, pasożyt, który podobnie jak zarodziec
malarii potrzebuje dwóch żywicieli. W naturze jednym z nich jest szczur, drugim
– kot. Okazuje się, że by zwiększyć prawdopodobieństwo zakończenia cyklu
życiowego, czyli przedostania się z jednego żywiciela do drugiego, toksoplazma
zmienia zachowanie szczurów. Sprawia, że te gryzonie stają się bardziej śmiałe i
dają się łatwiej zjeść swoim ostatecznym żywicielom. Według niektórych badań za
takie zachowanie może odpowiadać wydzielana pod wpływem toksoplazmy substancja
podobna do LSD wywołująca halucynacje i psychozy. Jeśli przez przypadek
pośrednim żywicielem pasożyta stanie się człowiek (a nie szczur), pasożyt nie ma
raczej szans, by zakończyć cykl życiowy (koty z reguły nie jedzą ludzi).
Zachowuje się jednak w znany, sprawdzony sposób i... zmienia zachowanie
zakażonych nim osób.
Zdaniem prof. Jaroslava Flegra z Uniwersytetu Karola w Pradze zakażone
nim kobiety stają się bardziej towarzyskie, dbają bardziej o swój wygląd i
garderobę, podnosi się ich atrakcyjność, stają się jednak niewierne i częściej
zmieniają partnerów. Z kolei u mężczyzn toksoplazma podnosi poziom agresji,
sprawia, że stają się zazdrośni i podejrzliwi oraz mniej skłonni do akceptowania
zasad współżycia społecznego. Najciekawsze, że u obu płci znacznie wydłuża się
czas reakcji – tak jak dające się upolować szczury, również ludzie stają się
mniej czujni. Badania czeskich naukowców wykazały, że osoby zarażone toksoplazmą
są niemal trzy razy bardziej narażone na wypadki drogowe niż ci, u których nie
stwierdzono przeciwciał świadczących o zakażeniu. U dzieci pasożyt zmniejsza
zapasy energii i sprawia, że czują się ciągle zmęczone. Amerykańskie Centers for
Disease Control and Prevention wykazały też, że istnieje związek między
zakażeniem tym mikrobem a zaburzeniami psychicznymi (podobnymi do schizofrenii)
i zaburzeniami zachowania.
Niektórzy naukowcy poszli o krok dalej, twierdząc, że samą schizofrenię mogą
wywoływać złośliwe mikroby. Taką tezę lansuje dr E. Fuller Torrey, psychiatra ze
Stanley Research Laboratory, który od blisko 30 lat szuka dowodu istnienia „schizowirusa”.
Po latach cichego podśmiewania się z obsesji Torreya środowisko naukowe powoli
zaczyna przyznawać mu rację.
Opublikowany niedawno raport Amerykańskiej Akademii Mikrobiologii wykazał
związek wielu chorób psychicznych, m.in. schizofrenii, z cichą działalnością
bakterii, wirusów i pierwotniaków. Częściowo potwierdziły to badania dr. Alana
Browna z Columbia University przeprowadzone na próbkach krwi pobranych od
ciężarnych kobiet w latach 1959–1967. Analizy pokazały, że schizofrenia 2,6 razy
częściej dotyka ludzi, którzy w okresie życia płodowego byli narażeni na kontakt
z toksoplazmą.
Ta statystyczna metoda badawcza budzi jednak spore kontrowersje, bo zdaje się
pomijać dziedziczne skłonności do schizofrenii. Co więcej, dr Brown nie
uwzględnił warunków bytowych chorych cierpiących na tę przypadłość, a przecież i
one sprzyjają rozwojowi tej choroby.
Naukowcom nie udało się też wyśledzić, jak pierwotniak mógłby wywoływać tę
chorobę. Podejrzewają, że toksoplazma może się lokować w mózgu płodu w
krytycznym etapie rozwoju. Zaburza ona rozwój połączeń nerwowych, co uwidacznia
się dopiero wtedy, gdy mózg staje się dorosły – czyli w okresie dojrzewania. I
właśnie wtedy ujawnia się schizofrenia. Kora mózgowa, wzgórze wzrokowe, układ
limbiczny i zwoje podstawy mózgu kurczą się, podczas gdy komory – części
wypełnione płynem mózgowo-rdzeniowym powiększają się o ponad połowę, tak że
chemiczna równowaga mózgu zostaje zachwiana. Takie zmiany mogą być efektem
działań intruza, który pojawił się w okresie prenatalnym.
Rewolucyjne wnioski amerykańskich naukowców porządnie wstrząsnęły naszym
uporządkowanym obrazem świata. Bo pokazują, że chorobę psychiczną można
podłapać, ot tak, jak choćby katar w zatłoczonym autobusie. Co więcej, w
raporcie Amerykańskiej Akademii Mikrobiologii wyrażono przypuszczenie, że nawet
choroba Alzheimera może być przekazywana przez kontakt. Dotąd sądzono, że
zaburzenia psychiczne mają przeważnie podłoże genetyczne albo środowiskowe.
Tymczasem okazuje się, że do schizofrenii doprowadzić może nawet wirus grypy, na
którą zapadła ciężarna kobieta. Jej dziecko jest w takim wypadku trzy razy
bardziej od innych narażone na tę psychiczną przypadłość – twierdzi dr Brown w
swoim raporcie. Badania statystyczne przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, Danii i
Finlandii pokazują, że po epidemiach grypy rodzi się więcej dzieci ze
skłonnościami do schizofrenii. „New England Journal of Medicine” donosi z kolei
o większej liczbie zachorowań na schizofrenię wśród dzieci urodzonych w
zatłoczonych obszarach miejskich w zimnych warunkach pogodowych, które sprzyjają
dolegliwościom oddechowym.
Do choroby psychicznej może doprowadzić nawet zwykła infekcja gardła wywołana
przez paciorkowce. Naukowcy z amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia
Psychicznego udowodnili jej związek z nerwicą natręctw wieku dziecięcego i
towarzyszącymi jej tikami nerwowymi. Niestety, badaczom nie udało się
zaobserwować, w jaki sposób bakterie prowadzą swoją krecią działalność.
Paciorkowiec prowokuje bardzo silną odpowiedź układu immunologicznego, który
zaczyna atakować określony rodzaj komórek mózgowych, wywołując stan zapalny.
Kiedy wszczęty zostaje alarm, bakteria oszukuje system odpornościowy, maskując
się za pomocą białek identycznych z tymi, które naturalnie występują w
organizmie. Przez to układ immunologiczny traci orientację, kto jest wrogiem, a
kto przyjacielem.
Z niezrozumiałych dla naukowców powodów u niektórych osób zaczyna on atakować
komórki własnego organizmu. Ofiarą padają neurony umieszczone w zwojach podstawy
mózgu. Są to struktury odpowiedzialne za interpretację sygnałów zmysłowych. Ich
prawidłowe działanie warunkuje właściwe reakcje emocjonalne. – Objawy zazwyczaj
znikają po kilku miesiącach, ale mogą się pojawić przy kolejnym zarażeniu
paciorkowcem – mówi dr Susan Swedo, specjalista chorób dziecięcych z Narodowego
Instytutu Zdrowia Psychicznego.
Działania paciorkowca są niebezpieczne zwłaszcza dla dzieci, których niedojrzały
system odpornościowy nie potrafi jeszcze wystarczająco precyzyjnie rozpoznać
zamaskowanego wroga. Aby przekonać się o powiązaniach nerwicy natręctw z
paciorkowcem, dr Swedo wymieniła osocze krwi chorych dzieci zawierające
„ogłupiałe” przeciwciała na osocze pochodzące od zdrowych dawców. W efekcie o
blisko połowę spadła liczba tików nerwowych. Zmniejszyły się też inne objawy
nerwicy natręctw.
Nerwica natręctw to niejedyna choroba psychiczna wiązana z paciorkowcem.
Wiadomo, że może się on też przyczyniać do rozwoju takich schorzeń jak zespół
Tourette’a czy pląsawica Sydenhama, objawiających się głównie tikami
motorycznymi i głosowymi. Z tą bakterią lekarze łączą również niektóre przypadki
anoreksji.
Powstaje pytanie: do czego miałyby bakteriom i pierwotniakom służyć tak dziwne
ludzkie zachowania? Cóż, z punktu widzenia mikroskopijnych intruzów nic nie
dzieje się bez celu. Na razie trudno co prawda udowodnić, co grypa może zyskać
dzięki temu, że wywoła schizofrenię, a paciorkowce przez to, że doprowadzą
dzieci do zaburzeń psychicznych.
O ile na przykład można założyć, że częste mycie rąk prowadzące do rozmiękczenia
i zdarcia naskórka, popularny objaw nerwicy natręctw, mogłoby pomagać bakteriom
w stwarzaniu sobie dogodniejszego środowiska i łatwiejszym przenoszeniu się na
innych ludzi, o tyle trudno w ten sposób wytłumaczyć, czemu miałoby służyć
(również popularne w tej chorobie) omijanie złączeń płyt chodnikowych?
Zaburzenia psychiczne wywoływane przez bakterie mogą zatem wcale nie być celową
strategią, ale raczej niezamierzonym efektem ubocznym.
Jakkolwiek by było, dla nas wnioski nie są pocieszające. To, co uznajemy za
skutek działania skomplikowanego ludzkiego umysłu, może mieć o wiele prostsze i
bardziej prozaiczne, pasożytnicze uzasadnienie. Ale jest i dobra wiadomość: w
związku z tym znacznie prostsza może być także terapia.
Optymalizowano dla MS
Internet Explorer 5.0 i rozdzielczości 1024 x 768
PL ISO 8859-2
Wykorzystywanie całości lub fragmentów serwisu bez pisemnej
zgody autorów jest zabronione i będzie ścigane z całą surowoscią
polskiego i europejskiego prawa.